Za co kocham bycie mamą?

Lubię, a nawet kocham być mamą. I jak to bywa ze wszystkim, tak i w macierzyństwie bywają chwile gorsze i lepsze. Są momenty trudne, ale i takie, które pomagają wręcz pozbyć się stresu. Za co konkretnie kocham bycie mamą?

To, że Laurę i Damiana kocham nad życie jest jasne i nie trzeba tłumaczyć za co ich kocham. Nie da się tego zrobić – jak i w przypadku każdej innej miłości. Ale już o tym dlaczego kocham być ich mamą mogę Wam opowiedzieć.

Na początku było więcej sytuacji, które mnie przytłaczały. Pamiętam do dziś problemy z karmieniem, mój strach o Laurę. Wtedy każdy sukces mnie cieszył. A każda nowa rzecz, którą zrobiła Laura wywierała na mnie ogromne wrażenie i cieszyła tak bardzo, jak to tylko możliwe. Bardzo dobrze pamiętam to uczucie, tą bezgraniczną miłość, jaką wtedy do niej czułam. I tą satysfakcję, nie wiem jak inaczej określić, że to w dużym stopniu moje dzieło. Za te odczucia z początku naszej wspólnej przygody jestem bardzo wdzięczna. Przy drugim dziecku problemów z karmieniem nie było – pojawiły się inne. Damian miał katar, z którym sobie nie radził, i przez który trafiliśmy do szpitala. To były ciężkie chwile, przy każdym z dzieci troska i obawy związane z problemami są tak samo silne. Ale tak samo silna jest też radość, gdy z tych problemów się wychodzi.

Wraz z tym jak Laura rośnie doszło wiele innych rzeczy. Uwielbiam te momenty, gdy widzę jak bardzo jest podobna do mnie lub do Pana T. Takie małe dowody, że ona jest nasza. Strasznie to egoistyczne i wierzcie mi, nie chcę żeby była taka jak ja, jednak zauważanie w niej niektórych cech, które posiadam ja, rozczula mnie. Strasznie lubię wtedy obserwować ją i podziwiać.

Kocham bycie mamą za te chwile, które są wielką nagrodą dla mnie. Rączki Laury które oplatają moją szyję – teraz już dają radę, jeszcze niedawno były za krótkie, by móc to zrobić. Teraz średnio dwa razy dziennie mam najpiękniejsze korale na szyi. I te cudowne słowa, które są niczym miód na serce w najgorszych chwilach „Kocham Cię najbardziej na świecie”. Tego, co się wtedy czuje nie da się opisać słowami. Macierzyństwo bardzo mnie w tym temacie zaskoczyło, i mimo że teraz słyszę to coraz częściej, nadal sprawia mi to ogromną radość.

Kocham bycie mamą za chwile, w których Laura przypomina nam co to jest prawdziwa radość. Taka szczera, niewinna, po prostu czysta radość. Z niekiedy naprawdę małych można by rzec rzeczy. Patrzymy wtedy na nią i cieszymy się prawie tak bardzo jak ona. Bo kolejny raz pokazuje nam, jak życie może być piękne i kolorowe. Nawet wtedy, gdy tą wielką rzeczą, wyśnioną wręcz, jest zabawka za 2 zł albo kolorowe koraliki, które można nawlec na gumkę.

Gdy Laura była mniejsza i Pan T. wyjeżdżał w delegacje, ona tęskniła po kilku dniach, jednak do końca nie była świadoma ile taty nie ma i co się dzieje. Teraz dobrze już rozumie, i potrafi mnie zaskoczyć. Wystarczył jeden wieczór, który chciałam jej umilić, a ona zrobiła z tego nasz rytuał. Teraz, przy każdym wyjeździe Pana T. my mamy babski wieczór, który rządzi się swoimi prawami. Laura dokładnie stara się pilnować, aby wszystko było wtedy tak, jak być powinno. Kocham te wieczory, mimo że nie mam wtedy chwili dla siebie, korzystamy z Laurą z czasu spędzonego ze sobą. Robimy wtedy coś, czego nie robiłybyśmy normalnie, dlatego nieobecność taty zostaje niezauważona, a wieczory są wręcz magiczne. Uwielbiam to przejęcie i oczekiwanie w oczach Laury. I tą troskę, czy wszystko się uda. Teraz, gdy pojawił się Damian, wieczory do końca nie są „babskie”, ale staramy się nadal by były inne niż normalnie.

Macierzyństwo kocham też za to, że nigdy się nie nudzę. Zawsze coś się dzieje, i za każdym razem coś innego. Ta różnorodność jest wspaniała, czasami męcząca, ale z reguły wspaniała. Chwile dla siebie naprawdę się docenia, a chwile z dzieckiem chce się zapamiętać na zawsze, bo wiadomo, że żadna z nich nie powtórzy się więcej. Człowiek uczy się doceniać to, co ma tu i teraz.

Kocham też być mamą za te chwile, w których jestem dumna z Laury – występy w przedszkolu, jej postępy w balecie, jej niektóre decyzje czy teksty, nie zawsze przemyślane, jednak niekiedy bardzo mądre. Jej czuły wzrok skierowany na młodszego brata i jej cierpliwość do niego. I ta opiekuńczość i chęć zajmowania się nim – bezcenne!

Wszystkie te rzeczy składają się u mnie na ten szczęśliwy obraz macierzyństwa – pozwalają mi kochać bycie mamą. Nie ma chyba silniejszego uczucia, i mimo że bywają naprawdę złe momenty, to generalnie uwielbiam być mamą i słyszeć to słowo po raz setny tego samego dnia 😉 Teraz czekam na te słowa od drugiej pociechy, i mimo że szkoda mi tego, że czas szybko leci, już dzisiaj cieszę się na to, co nastąpi.

Teraz jestem już mamą po raz drugi. Doszła miłość do drugiego dziecka i radość z tej miłości. I wiecie co, mimo iż kocham ich z taką samą siłą, to jest to różna miłość. Dostrzegam i doceniam inne rzeczy, muszę dzielić czas mądrze pomiędzy dwójkę. Jak na razie chyba mi się to udaje, bo ostatnio usłyszałam od Laury coś niesamowitego. Powiedziała, że zanim ją urodziłam była w niebie, i była tam z Damiankiem. Oni nas wybrali bo byliśmy najlepszymi rodzicami na świecie, dlatego mogłam ich urodzić. Do tej pory mam łzy w oczach gdy przypominam sobie ten tekst.

A Wy? Doświadczyliście już tej miłości i zgadzacie się ze mną, że to rewelacyjne uczucie, czy wszystko przed Wami?

 

 

  • |