Przedszkole w wakacje – wygoda rodzica czy dobre rozwiązanie dla dziecka?

Wakacje w przedszkolu

Rok szkolny w szkole dobiegł już końca. Kto ma dziecko w wieku szkolnym kombinuje teraz co z nim zrobić, jak zapewnić opiekę. Dotyczy to sytuacji, w których oboje rodzice pracują. Wtedy wakacje są problemem.  Problemu takiego nie ma w przypadku przedszkola – prywatne są czynne cały rok (przynajmniej u nas), a państwowe muszą zapewnić opiekę w jednej z pobliskich placówek.

Gdy nie ma wyjścia…

Niewątpliwie, w sytuacji, w której oboje rodzice pracują, bez dyskusji jest to konieczność. Dziecko chodzi do przedszkola, jest dowożone. Każda opcja jest dobra, chyba, że mamy pod ręką babcię lub dziadka chętnych do zajęcia się wnukiem lub wnuczką. Przydatne, szczególnie w sytuacji, gdy dziecko trudno adaptuje się w nowych miejscach, i zwiedzanie pobliskich placówek nie jest dla niego atrakcją.

Gdy wyjście jest…

Co jednak w sytuacji, gdy jedno z rodziców nie pracuje? Powodów może być kilka, albo nie pracuje, bo nie musi – za to właśnie pracuje w domu. Wychowuje dzieci, generalnie zajmuje sie domem mówiąc potocznie. Może też szukać pracy i akurat wakacje wypadają, że ma jeszcze wolne. Albo tak jak ja, maja malutkie dziecko, są na urlopach macierzyńskich czy wychowawczych. Czy w takiej sytuacji posłanie dziecka w wakacje do przedszkola jest dobrym rozwiązaniem? I czy w ogóle jest konieczne?

Konieczne zapewne nie jest.

Mogłoby zostać w domu. Pół biedy, jeżeli ma starsze rodzeństwo, które ma wakacje od szkoły i będzie wtedy również przebywało w domu. Zapewne jakiś procent czasu dzieci spędzą na wspólnych zabawach.  Chyba, że rodzeństwo jest na tyle duże, że na podwórko wychodzi już samo. Pozostawienie przedszkolaka pod taka opieką nie jest dobrym rozwiązaniem. Siedzi wtedy większość czasu w domu, chyba, że mamy osobisty ogródek. W którym to jednak bawić będzie się samo. Jeżeli rodzeństwa nie ma, to w ogóle nie ma o czym mówić. Trzeba liczyć na ewentualne towarzystwo w postaci znajomych z podwórka. Albo poświęć siebie dziecku w 100%, co nie jest niemożliwe, ale czy do końca dziecko będzie z tego zadowolone? Jasne spędzanie czasu razem jest naprawdę cudowne – razem z przedszkolakiem można robić już wszystko, gotować i sprzątać również.  Ale w którymś momencie zacznie mu brakować towarzystwa rówieśników. Wiem po Laurze, gdy są ferie świąteczne czy inne dni wolne, których jest więcej niż w zwykły weekend. Zazwyczaj i tak ma kontakt z sąsiadką, swoja przyjaciółką. Ale mimo to, że kilku dniach z nami, zdarza się jej zamknąć w pokoju i bawić samej. Bo ma dość zabawy z nami. Pyta wtedy często kiedy idzie do przedszkola.

Czy Laura pójdzie do przedszkola w wakacje?

Tak. Na obecna chwilę pójdzie na pewno do połowy lipca. Jak będzie później – zobaczymy. Dlaczego pójdzie, mimo że mama siedzi w domu z młodszym bratem? Bo choćbym chciała, choćbym stawała na głowie, to nie jestem w stanie zapewnić jej tyle rozrywek ile bym chciała, i ile ona potrzebuje.  Jej przyjaciółka będzie w przedszkolu, bo rodzice pracują. Nie miałabym zatem towarzystwa innego niż młodszy brat i mama.

Zazdrość o rodzeństwo

Malo tego, biorąc pod uwagę fakt, że będzie tylko Damianek i mama, na pewno prędzej czy później wyniknęłyby sytuacje, w których byłaby zazdrosna o niego. Wiadomo, jego trzeba nakarmić, przewinąć, położyć spać, tulić gdy płacze. I kiedy wraca z przedszkola, przez to kilka godzin do snu jesteśmy w stanie tak sobie to zorganizować, że nie czuje sie odrzucona i nie ma powodu do zazdrości. Sama chętnie pomaga i zajmuje się małym. Gdyby to jednak było codziennością przez kilkanaście godzin dziennie, zapewne w końcu zaczęłaby czuć się z tym źle. Będąc w przedszkolu tak naprawdę nie wie ile Damianek wymaga ode mnie, ile czasu spędzam tylko z nim. Będą na miejscu zobaczyłaby jak to jest naprawdę.

Kontakt z rówieśnikami

Laura jest bardzo energiczna, uwielbia kontakt z rówieśnikami.  Bardzo lubi wszelkie zabawy, wyliczanki, w które bawi sie przyjaciółmi w przedszkolu. Ze mną mogłaby sobie pozwolić na to tylko przez kawałek dnia. Owszem, chodzilibyśmy na plac zabaw, ale ten czas byłby znowu uzależniony od małego. Nie chcę jej odbierać tego, czego tak bardzo potrzebuje.

Wygoda rodzica 😉

Ostatnim powodem, takim nieco z przymrużeniem oka, ale w zasadzie też prawdziwym, jest moja wygoda. Gdy Laura jest w przedszkolu dostanie jeść – ja mając gorszy dzień, nie muszę wtedy na siłę gotować i wymyślać, ale mogę bardziej poświęcić czas na tulenie małego. Są rzeczy ważne i ważniejsze, ja mogę zjeść kanapkę. Laura pewnie też, ale raz nie zawsze to po pierwsze. Poza tym w takie trudniejsze dni w trakcie skoków rozwojowych Damianka, jej obecność przez cały dzień i to, że wymaga ode mnie uwagi, nie działałoby na mnie kojąco.

Dlatego można to nazywać wygodą rodzica, ale myślę, że tak czy siak krzywdą dla dziecka to nie jest, wręcz przeciwnie! Na pewno jego czas będzie bardziej atrakcyjny niż w przypadku siedzenia w domu. Jak to wygląda u Was? Pracujecie więc temat jest dla Was oczywisty, czy może jesteście obecni w domu i wahacie się co zrobić? Dajcie znać w komentarzach, jestem ciekawa Waszego zdania.

  • |