Pobyt noworodka w szpitalu  – co zabrać i jak sie przygotować?

Pobyt w szpitalu z noworodkiem

Moi drodzy, może niektórzy z Wam pamiętali, jak po urodzeniu Damianka po aktywnych początkach zniknęliśmy na chwilę z sieci. Napisałam tylko, że proszę o kciuki bo przechodzimy trudny okres.

Jestem taką osobą, która nie lubi nabijać zasięgów tematami tabu, albo też wykorzystując swoje „nieszczęście” do tego celu. Dlatego też, o tym, że poroniłam napisałam długo, długo po. I tylko dlatego, że to ja bardziej tego potrzebowałam, i nie rozgłaśniałam za bardzo tematu posta. Tak było też w przypadku Damianka.  Chwaliłam się, że jest, bo to było bardzo duże szczęście! Jednak gdy zaczęły się problemy, wolałam przeczekać aby mieć pewność, że wszystko będzie dobrze. Gdybym nabijała statystyki licząc na współczucie a coś by się stało poważniejszego, nie wybaczyłabym sobie nigdy. Nie tędy droga.

Teraz już ochłonęliśmy po tamtej sytuacji, która generalnie niczym poważnym nie była. Jednak  jak to się mówi? Że w przypadku noworodka nawet katar może być poważnym, prawda? Tak było i u nas. Gdy wyszłam ze szpitala z trzydniowym Damiankiem, katar miał Pan T. Od niego złapała Laura, od Laury – ja. Modliłam się, żeby mały się nie zaraził. Liczyłam, że karmienie piersią pomoże. Nie wiem czy od początku to był katar bakteryjny, czy bakteria przybłąkała się później. Katar dopadł w ostateczności też młodego. Początki nie były najgorsze – inhalacje, dużo soli fizjologicznej, czyszczenie, plasterki, olejki i inne tego typu rzeczy. I nic, katar był cały czas, ale wielkiej tragedii nie było. Trwał już jednak dwa tygodnie…. liczyłam, że w końcu go zwalczymy. Niestety, jednego dnia Damianek obudził się, i nagle okazało się, że jest gorzej, Na wizycie u lekarza okazało się, że ma już duszności. Nie wiem czy wiecie, ale noworodki oddychają tylko nosem, nie potrafią oddychać buzią. Damian miał taki obrzęk w nosku, że nauczył się oddychać buźką. Byłam przerażona widząc, jak pojawiają się przestrzenie międzyżebrowe w trakcie łapania oddechu. Tego dnia miał tak zatkany nos, że nie mógł ssać piersi.

Szpital – konieczność

To nie mogło skończyć się inaczej.  Damianek miał 21 dni, pediatra nie chciała ryzykować i skierowała nas do szpitala. To ile spędziliśmy na SORze to inna historia. Dodam tylko, że jako noworodek został obejrzany przez lekarzy i tak szybciej. W szpitalu byliśmy koło godziny 15, natomiast na oddział przyjęto nas po 20…. Masakra. Najważniejsze, że nas przyjęli, podłączyli pod monitor oddechu, pobrali krew do badań. I w sumie tyle. Generalnie, skończyło się na kroplach do nosa i oczu, inhalacjach i ułożeniu na brzuszku z główką wysoko. Zdradzę Wam tylko jeszcze, że koleżanka z sali poleciła mi rewelacyjny środek na katar na bazie soli fizjologicznej, więc bezpieczny w stosowaniu. Zaczęłam używać po konsultacji z lekarzem i po nim pierwszy raz nosek odetkał się. To tak gdybyście kiedyś nie wiedzieli już co robić – Neonasin Septo się nazywa, tani jest a skuteczny. Wlewa się go do noska i czeka. U starszaków można nosek wyczyścić, u maluszków wszystko zaczyna wypływać samo!

Generalnie, Damianek dzielnie walczył i mimo tego, że katar trwał trzy tygodnie i był bakteryjny, uchroniliśmy się przed spłynięciem wydzieliny i zajęciem oskrzeli czy płuc. Byłam z niego dumna, zresztą nie tylko ja, położna też powiedziała, że jak na  takiego malucha pięknie sobie poradził.

Ale wpis nie miał być o tym, najważniejsze, że po katarku nie ma od dawna śladu, jest zdrowy, a ja jestem bogatsza o doświadczenie pobytu z dzieckiem na oddziale pediatrycznym.

Jak więc przygotować się na pobyt z noworodkiem w szpitalu? O ile w ogóle można się na to przygotować. Dla nas było szokiem i zaskoczeniem, pakował nas Pan T. bo o tym, że zostajemy dowiedzieliśmy się będąc na miejscu.

Na pewno dużo zależy od szpitala. My leżeliśmy na oddziale pediatrycznym Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku. Pomoc i opieka personelu – rewelacja! Pielęgniarki pomagały, jak mogły. Pocieszały, pozwalały na rzeczy, które gdzie indziej byłyby może niedopuszczalne. Pomagały w opiece nad maleństwem. Widziałam też, jakie miały podejście do dzieci. W sumie spędziliśmy na oddziale 5 dni, i żadna z pielęgniarek nie była niemiła czy obojętna na dzieciaczki.

Pokój przeznaczony był dla dwójki dzieci i dwójki opiekunów.  Opiekun miał do dyspozycji leżankę – całkiem wygodną 😀 na której w nocy spal, a w dzień po złożeniu służyła za fotel. Jako matka karmiąca mogłam całą dobę mieć rozłożoną leżankę, co ułatwiło opiekę nad małym i było wygodne, w końcu miał trzy tygodnie, więc byłam jeszcze w okresie połogu. Należało mieć swoją poduszkę oraz coś do przykrycia. Ja spałam w piżamie i miałam koc i poduszkę. Było mi tak wygodniej i lepiej się czułam, ale widziałam rodziców śpiących w dziennych ubraniach. Do dyspozycji miałam standardową szafkę szpitalną, pojemnik plastikowy, spory, w którym mogłam trzymać odzież lub pościel. Ja trzymałam tam buty, kurtkę i odzież „wyjściową”, bo mogłam wychodzić do sklepu czy generalnie na dwór.

Dla dziecka oczywiście jest łóżeczko. Jest też pościel, ale ja akurat miałam rożek i kocyki, ponieważ jak dla noworodka pościel była zdecydowanie za duża. Poduszkę wykorzystałam do karmienia Damianka.

W sali była też większa szafka, do podziału z drugą rodziną, w której trzymałam ubrania swoje i małego, pieluchy, zapas ręczników i kosmetyki. Szafka była obok przewijaka, co było wygodnym rozwiązaniem. Obok przewijaka była też wanienka, w której kąpałyśmy dzieci. Dzieci kąpane są w salach, badane są w salach i generalnie nie wychodzi się z nimi na korytarz. Dzięki temu można uniknąć kontaktu z innymi chorymi.

Dla rodziców jest osobna łazienka oraz pokój socjalny. Jest w nim czajnik, lodówka oraz mikrofalówka.

Pobyt noworodka w szpitalu – lista tego, co nam się przydało:

  • koc i poduszka dla mnie
  • kocyk i rożek dla małego
  • ręczniki – dla mnie kąpielowy i do rąk, dla małego do kąpieli
  • ubrania na zmianę i pidżama dla mnie
  • ubrania dla małego – tych lepiej wziąć więcej i na pewno wygodne – dzieci często są rozbierane do badania
  • kosmetyki dla małego i dla mnie
  • sztućce, kubek, kawa i herbata, jedzenie „suche” – obiady można kupić szpitalne dla siebie, można wyjść, a może donieść ktoś z zewnątrz i można sobie podgrzać
  • ładowarka do telefonu
  • swoje leki (dla dzieci dostaniecie, ale o sobie nie zapomnijcie), zapas soli i wody morskiej, coś do odciągania noska, chusteczki
  • pieniądze – z reguły za pobyt rodzica płaci się małe kwoty, zresztą gotówka przyda się w sklepiku czy barze

I to chyba tyle. Myślałam o książce – ale czas w szpitalu biegnie inaczej. Od badania do badania. Pomiędzy karmienie i walka o 5 minut w trakcie których będzie można iść do łazienki lub coś zjeść.

Macie też to niemiłe doświadczenie za sobą? Czy udało się Wam uniknąć pobytu na oddziale pediatrycznym?

  • |