Oczami Taty-WSPÓLNE CHWILE

Chciałam, aby ten post napisał Pan T. Żeby to była kontynuacja pierwszego napisanego przez niego posta.


Zmieniłam zdane. Stwierdziłam, że w tym temacie, o którym chciałam, żeby ten post był, zrobię to za niego.

Bo obserwuję, widzę, czuję jego emocje, uczucia i czasami chyba i myśli.
Czas spędzony z Laurą, jego córeczką (córeczka Tatusia?). 
Te 2, czasami 3 godziny po powrocie z pracy, są zazwyczaj tylko ich, T. często wyjeżdża, wtedy wieczorne obowiązki przejmuję ja, ale Laura jest wtedy inna. Gdy T. nie ma dłużej niż dwie noce, jej tęsknota za nim jest widoczna gołym okiem,
Od porodu wiedziałam, że T. jest najlepszym Ojcem jakiego mogłam sobie wymarzyć dla mojego dziecka. Pierwszy raz, gdy trzymał w ramionach naszego Skarba pamiętam do dziś. Ten uśmiech, ten spokój wymalowany na twarzy, bardzo specyficzny, taki płynący z wewnątrz. Pierwsza zmiana pieluszki, pierwsza kąpiel, ta tylko jego i Laury, już bez mojej pomocy.
Miałam i mam szczęście, T. wstawał w nocy, gdy jeszcze karmiłam, chociażby po to, by mi ją podać. Na ten krótki moment, w którym chociaż chwilę mógł ją trzymać, by wiedziała, że mimo nocy ma nas oboje. by mogła zapamiętać jego zapach, mimo iż był to okres w którym część czasu spędzała wtulona we mnie, T. nie narzekał, był szczęśliwy. Wstaje do tej pory, kiedy tylko jest w domu a Laura ma gorszą noc. Chyba to nawet lubi, nadrabia godziny stracone w dzień.
Gdy wraca z pracy bawi się z Laurą, robi jej kolację, szykuję kąpiel,, ubiera do snu, robi mleczko, i w końcu kładzie spać.
Czasami ma problem, coś mu gorzej wychodzi, czasami coś robi wręcz nieporadnie. Wszystko jednak robi z uśmiechem na ustach, niekiedy wtuloną Laurą, którą trzyma na rękach. Ze wszystkiego się cieszy. Cieszy się z każdej minuty, która jest przeznaczona dla nich. Cieszy się, gdy usypianie trwa 10 minut, i cieszy się, gdy dzień jest „gorszy” i Laura potrzebuje na zaśnięcie godziny. Cieszy się, gdy po kąpieli ucieka mu i nie daje się wytrzeć. 
Wszystko co robi, robi z wielką miłością. Mimo zmęczenia nie narzeka, nie chce, żebym go zastąpiła, bo to są ICH chwile. Taty i córki. 
Niekiedy jestem nawet trochę zazdrosna, bo Laura potrafi uciec do T. gdy ja coś do niej mówię. 
Kiedy go nie ma reaguje na jeżdżące za oknem samochody i woła „tata”. Gdy dzwoni domofon, radośnie biegnie i krzyczy „tata”- straszne są chwile, kiedy przychodzi rozczarowanie bo za drzwiami stoi ktoś inny.
Laura czeka na T., lubi te ich wspólne chwile. Ciesze się, że tyle ich mają. Że oboje czerpią z tego tyle przyjemności, i że w powietrzu aż czuć tą bijącą MIŁOŚĆ na linii TATA-CÓRKA.
Uwielbiam na nich patrzeć. 
Gdy pytam T. co najbardziej lubi we wspólnym czasie, który spędza z Laurą odpowiada, że dla tego jej uśmiechu warto się starać, warto na niego czekać, że uśmiech jego córeczki jest bezcenny.
  • |