Nasze wspólne chwile…

Dawno nie pisałam Wam co u nas słychać, tak po prostu. Jak mijają nam dni, co robimy, co słychać u Laury. Teraz jest ku temu okazja. Niedawno cieszyliśmy się długim, czerwcowym weekendem. Był to czas rodzinny. Udaliśmy się do Dziadków Laury, gdzie Laura miała okazję spędzić czas i z ciociami, i z wujkami, i z kuzynami, i ze swoją mamą chrzestną. Ale przede wszystkim to był NASZ czas. Pan T. miał urlop, pogoda sami wiecie jaka była, bo chyba cała Polska cieszyła się przecudownym słońcem, więc korzystaliśmy z każdej danej nam chwili, i cieszyliśmy się swoją bliskością.

Szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się, że aura aż tak dopisze. Całe dnie Laura spędzała na słoneczku (odpowiednią ochronę jej delikatnej skóry zapewniał oczywiście dobry krem z filtrem-o którym rodzice zapomnieli, co skończyło się dla nich piękną barwą skóry, która powszechnie określana jest jako raczek). Była okazja do kąpieli w baseniku w ogrodzie Dziadków, był czas na beztroskie bieganie po łące. Laura sprawdzała się w roli ogrodniczki, pomagając babci przy podlewaniu kwiatków (co i w domu będąc chętnie wykonuje, na szczęście, inaczej marny byłby los naszych kwiatów w ogrodzie). Był błogo, leniwie i razem 24 godziny na dobę.

Lubimy taki czas, lubimy być razem. Lubimy jak Laura przebywa z innymi dziećmi. Dużo rzeczy lubimy, przede wszystkim tę radość którą odczuwamy. Laura ze świetnej zabawy, my dlatego, że i dobrze się bawimy i dlatego, że widzimy to szczęście na twarzy Laury wypisane.

Szkoda, że taki czas szybko się kończy. Wracamy do rzeczywistości i muszą nam wystarczyć wspólne wieczory 🙂

Zostawiam Was z porcją zdjęć.

  • |