Na Zdrowie – catering dietetyczny…

… czyli kilka słów o tym, co sprawiło, że moja waga leci w dół, a stare spodnie udaje się zapiąć. Minął prawie miesiąc, od rozpoczęcia mojej przygody z cateringiem dietetycznym, tzw. „dietą pudełkową”. O tym, dlaczego zdecydowałam się na takie rozwiązanie, pisałam już wcześniej. Dzisiaj jestem mądrzejsza o doświadczenie tego okresu, wiem „z czym to się je”, jak to wygląda. Wypróbowałam dostaw o w tygodniu, i na weekend. Mam już swoją opinię, na którą wpłynęły nie tylko moje efekty, chociaż te były dla mnie najistotniejsze.

Catering dietetyczny to coś, o czym dowiedziałam się stosunkowo niedawno, kilka miesięcy temu. Widziałam co prawda reklamy, ale nie zwracałam uwagi, bo zawsze byłam przekonana, że takie diety są tylko dla aktorek i sportowców. W życiu nie wpadłabym na pomysł, że są dla takiego szaraka jak ja. Kiedy się o tym dowiedziałam, od razu przeczytałam ofertę, przejrzałam proponowane menu, informacje o dostępności dietetyka na miejscu i rodzajach proponowanych diet. Postanowiłam, że skoro sama nie daję rady, a wizyty dietetyka w domu mnie rozczarowały, co mi szkodzi spróbować! W diecie, którą dostajemy na papierku problemem było dla mnie również żywienie pozostałej części rodziny – gotowanie dwóch obiadów, kupowanie różnych chlebów itp. Wychodziło drogo, zupełnie nieekonomicznie, bo moja dieta bezglutenowa, którą mi zalecono, była bardzo droga.

Na Zdrowie – catering dietetyczny ma kilka oddziałów, tak więc jest spora szansa, że jeżeli to czytasz, jesteś w obszarze, w którym i do Twoich drzwi mogą dostarczyć paczuszkę. Opowiem Wam teraz nieco o tym, jak to wygląda.

Na początku przeprowadzany jest wywiad żywieniowy, żeby ustalić preferencje smakowe i kaloryczność. Pamiętam, że podałam, że nie lubię papryki świeżej. Wiecie co, chyba raz dostałam coś z taką papryką, raz na cały miesiąc. Wiedząc, że przygotowują wiele zestawów, zwracanie uwagi na uwagi i prośby każdego klienta, to naprawdę wyzwanie, i duży sukces, gdy się to udaje! Posiłki pakowane są szczelnie w pojemniki, a których można je odgrzać, nie trzeba talerza, można tak spakowany posiłek transportować sobie do pracy. Dostarczane są wcześnie rano pod Wasze drzwi. U mnie kurier był w okolicach godziny 5, chciałam go kiedyś przyłapać i się przywitać, ale udało mi się tylko zarejestrować jego plecy 🙂

Wszystko zawsze było świeże, doprawione tak jak lubię, czyli dość ostro. Na cały miesiąc, nie smakowały mi dwa posiłki. Niezły wynik! Częściej nie smakują mi rzeczy które sama zrobię 😉 Na miesiąc, głodna byłam kilka razy – na początku, gdy musiałam przestać jeść późnym wieczorem (pisałam, że to mój duży problem) i pod koniec, gdy wróciłam z wojaży na Śląsku, gdzie niestety nie miałam wpływu na godziny posiłków, które spożywałam. Kaloryczność, którą mi ustalono była wystarczająca, niekiedy miałam problem z wielkością posiłku… bo był tak duży!

Dzięki diecie pudełkowej zaczęłam jeść regularnie (z poślizgiem maksymalnie godzinnym), dzięki czemu mój żołądek przyzwyczaił się stopniowo do nowego, zdrowego trybu, i teraz, gdy nadchodzi pora posiłku, on daje mi o tym znać.

Dużym plusem cateringu dietetycznego jest to, że jecie bardzo urozmaicone posiłki, w sumie nie kojarzę, żeby w tym okresie dostała dwa razy to samo. Nawet jeśli coś było podobne, było zupełnie inaczej doprawione. Miałam okazje posmakować rzeczy które normalnie nie trafiłyby na mój stół. Poznałam połączenia smaków, które z początku wywoływały zdziwienie, a następnie smakową ekstazę. I najważniejsze, zainspirowano mnie, teraz w dni, kiedy posiłków nie dostawałam, tworzyłam sama! Wzorując się, nieco zmieniając, trochę zgadując…bawiłam się w kuchni, z całkiem niezłymi rezultatami.

To był wspaniały miesiąc, nie żałuje tej decyzji. Pewnie zastanawiacie się, jaki jest koszt. Nie jest on tajemnicą, podany jest na stronie. Zależy od kilku czynników: rodzaju diety, kaloryczności, ilości posiłków, dni dostawy. Czy to się opłaca? W cenie jest opieka dietetyka, nie trzeba gotować, jest to doskonale zbilansowana dieta. Pamiętając moje pierwsze przygody z dietą i dietetykiem (gdzie na pierwszym spotkaniu zapłaciłam jakieś 400 zł, za pomiary i menu), do tego dość drogie składniki, które musiałam kupować paczkami, a nie zawsze je zużywałam niestety, oraz nerwy związane z przygotowaniem posiłków oddzielnych dla mnie, oddzielnych dla Pana T. i oddzielnych dla Laury (wtedy była dość mała jeszcze) – ja wymiękłam! To nie było dla mnie! W dodatku, w pewnym momencie okazało się, że Pani układając dietę, robiła „kopiuj-wklej”, co mnie zabolało, bo 400 zł to dla mnie sporo pieniędzy. Teraz takich problemów nie mam! Wiem, trafiłam na nie taką osobę, na jaką powinnam, wiem, że są dietetycy z powołania i krótko mówiąc, dobrzy. Ale takie catering uczy nasz organizm, ułatwia, pozwala w spokoju przejść do trybu zdrowego odżywiania. Ja absolutnie nie żałuję! A efekty? Poza dobrym samopoczuciem są i inne, ale o tym w podsumowaniu akcji #ZmieniamSięNaLepsze w kolejnym poście!

20160424_111706

20160425_130634

20160427_133615

P1140648

P1150045

P1150058

P1150059

P1150062

P1150069

  • |