Mój chłop, moja kłótnia, moja sprawa… o uzewnętrznianiu się w sieci.

Tam gdzie spotyka się dwoje ludzi prędzej czy później pojawi się różnica zdań. Jeśli mamy szczęście będzie dotyczyła ona planowania na kolejny dzień obiadu, jeśli szczęścia mamy mniej, różnice pojawić mogą się w bardziej poważnych sferach życia. Różnice w postrzeganiu świata i konkretnych sytuacji to jeszcze nie koniec świata – gorzej, gdy kończą się kłótnią. Jeszcze gorzej, gdy o naszej kłótni informujemy innych.

Kłótnie w małżeństwie według mnie pojawiały się zawsze, pojawiają się i pojawiać się będą. Bez znaczenia czy małżeństwo jest na co dzień zgodne i różnice pojawiają się sporadycznie, czy mamy do czynienia z parą zupełnie niedobraną, która codziennie drze koty. Z obserwacji samej siebie i swojego małżeństwa widzę, że kłócimy się najczęściej wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni daną ciągnącą się sytuacją albo gdy mamy żal o coś innego, a odkładamy rozmowę na ten temat. Wtedy wystarczy mała iskra, aby wybuch pożar.

I dobrze, według mnie kłótnie oczyszczają atmosferę, są potrzebne. W trakcie kłótni rozładowujemy się, w końcu zmuszamy do rozmowy, wyciągamy wnioski, analizujemy sytuację i żyjemy, dalej ciesząc się swoją obecnością. I co najważniejsze – nie „chwalimy” się tą kłótnią w internecie.

Bo wiecie, tak sobie myślę, że kłótnie małżeńskie to bardzo intymna sprawa. Nie tylko kłótnie, ale także te różnice zdań, które mamy. Czy naprawdę, gdy okazuje się, że wkurza nas mąż, bo kolejny raz nie pozmywał po sobie szklanki, musimy dzielić się tą informacją z innymi? Hmmm, niekoniecznie? Czy to tylko moje zdanie w tym temacie i po prostu „się nie znam”?

Często przeglądam tablicę fb i niestety prawie każdego dnia trafiam na tego typu narzekania – albo właśnie na sytuacje, które powodują, że czujemy się rozczarowani partnerem/partnerką albo opowiadają, jak bardzo czujemy się z ta drugą połową źle, albo wręcz czytamy jakąś historyjkę z latającymi talerzami w tle. Po co ja się pytam? Rozumiem potrzebę wygadania się komuś – ok, jesteśmy ludźmi, ale może lepiej porozmawiać z samym zainteresowanym? Ewentualnie z przyjaciółką lub przyjacielem, skoro już musimy się przed kimś uzewnętrznić? Ale dlaczego  niby robić to na tablicy fb?

Naprawdę niektóre sytuacje mnie przerastają – nie rozumiem zachowania ludzi. Przecież dzisiaj niemal KAŻDY ma jakieś konto w SM, jeśli nawet nie ma, to mają je ZNAJOMI. Często przecież wspólni. Czy nie lepiej od razu porozmawiać z drugą połową, zamiast drążyć sobie ścieżkę prowadzącą przez osoby, z którymi niekiedy rozmawiamy tylko w wirtualnym świecie? Dla paru komentarzy nas pocieszających albo wspierających (przynajmniej tak się wydaje – bo do końca nie możemy być pewni, że nie zostaliśmy właśnie obsmarowani w innym miejscu w sieci).

Rozumiem poczucie humoru i pisanie pół żartem, pół serio o śmiesznym sytuacjach, zabawnych anegdotach (o ile nie ośmieszają!), jednak pisanie o tym, jakie błędy w małżeństwie czy generalnie związku ktoś popełnia, pisanie w sieci, czyli tam, gdzie nic nie ginie, jest dla mnie żałosne. Ok. Każdy popełnia błędy, każdemu może się zdażyć chwila zapomnienia, ale raz….. a nie za każdym razem, gdy nam partner czy partnerka podpadnie.

Jak już pisałam też się kłócimy, wiadomo, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której po każdej awanturze informuję na wszystkich moich kontach społecznościowych, jak mi źle i niedobrze, a jaki ten Pan T. niedobry…. przecież za chwilę się pogodzimy, a nawet jeśli nie, to zawsze stawiam się na jego miejscu. No właśnie… może to dobry sposób? Postawić się w odwrotnej sytuacji (przecież skoro to kłótnia, to każda ze stron ma swoje racje i ta druga osoba tak samo jak my może zechcieć poinformować znajomych o akcji przez zmianę statusu!) i zastanowić co ja czułabym w sytuacji, gdy na tablicy Pana T. czytałabym o tym, jaka jestem zła…. albo jak głupio myślę na dany temat…. i do tego moje zdjęcie zrobione cichaczem i doklejone do tekstu – żeby więcej melodramatu było w tym wszystkim. Nie wyobrażam sobie tego!

Tej strefy intymnej strzegę niemal tak jak tej sypialnianej – to NASZE życie, NASZE problemy i NASZE kłótnie – jeśli są, jest to tylko NASZA sprawa i NIKT nie musi o tym wiedzieć. A ja nie chcę wiedzieć o kłótniach innych.

Jakie jest Wasze zdanie w tym temacie? Macie na swoich tablicach takie przypadki? Komentujecie, pocieszacie? Czy raczej omijacie, żeby nie znaleźć się w niemiłej sytuacji, gdy tamtych dwoje już się pogodzi?

*zdj. Cyk cyk Studio

2016_05_06_fb (90)

  • |