Mato, Tato…! Jestem nagi!

Nagość. Temat tabu. Chociaż ostatnio często pojawiający się przy okazji kłótni dotyczących paradowania po plażach naguśkich „bobasków”, z dyndającymi małymi ptaszkami, lub (co gorsze!) małych „bobasek”, które to łatwo mogą złapać jakieś paskudztwo siedząc na piasku. W wakacje temat wałkowany był na wielu blogach, portalach, forach rodzicielskich. Spory były, są i pewnie będą, bo każdy rodzic ma swoje zdanie i pewnie zrobi jak zechce. Ja w tym temacie też mam swoje zdanie. Laura nie będzie pokazywała gołej pupy ani na plaży, ani nad jeziorem, ani w piaskownicy we własnym ogródku. Bo nie. Moje zdanie i mam do niego prawo.

Tak samo, jak mam swoje zdanie na temat „nagości” w rodzinie. Tutaj zdanie mam całkowicie odmiennie. Jestem jak najbardziej ZA! Oczywiście w granicach rozsądku…

W granicach rozsądku, czyli jak?

Czy chowacie się przed dziećmi? W trakcie przebierania? Czy zamykacie drzwi łazienki tak, aby przypadkiem dziecko nie podejrzało (przypadkiem wchodząc bo akurat siku mu się zachciało). Czy w lecie śpicie w pidżamach mimo afrykańskich upałów? Czy nerwowo zasłaniacie się gdy dziecko wchodzi do sypialni/łazienki/innego pomieszczenia w którym akurat zdarzyło się wam stanąć w negliżu?

Bo ja nie, Pan T. tez nie. Dlaczego? Dlatego, że nagość jest ludzka, otacza nas z każdej strony, krzyczy z kolorowych bilbordów, z tv, z internetu. Po co kiedyś ma wywoływać u mojego dziecka dziwne reakcje, skoro może być czymś naturalnym. Bo jest naturalna.

Według mnie, dopóki nie chodzimy nago całymi dniami, nie robimy z tego przedstawienia dla siebie i dziecka, nie pozwalamy sąsiadom na to, aby przyłapali nas przez okno paradujących nago (oczywiście wykluczając sytuację, gdy sąsiedzi najzwyczajniej w świecie nas podglądają) wszystko jest OK.

Granica jest może bardzo łatwa do przekroczenia, jednak trzymanie się jej wchodzi w nawyk i sprawia, że mamy mniej stresu, dziecko i my żyjemy sobie na luzie, spokojnie, bez niepotrzebnych sytuacji typu „O nie, Zuzia zobaczyła mnie nago, co teraz!” Dziecko rośnie, wszystko jest dla niego naturalne, nie ma tematu tabu, jest zaufanie w Rodzinie.

Ale granicy trzeba pilnować. Bo o tyle, o ile brak wstydu przed dzieckiem w naturalnych sytuacjach typu przebieranie się, chodzenie spać bez ubrania gdy jest ciepło czy korzystanie z łazienki, gdy idziemy chociażby wziąć prysznic może przynieść korzyści, o tyle już przeginanie z eksponowaniem nagości i np. zachęcanie starszego nieco dziecka do tego samego (czego nie powinno się robić!) może przysporzyć wielu problemów. I to poważnych… Dziecko musi wiedzieć gdzie jest granica, co jest naturalne i dobre, a co nie. Że w domu może się swobodnie przebierać, ale że przed obcymi to już niekoniecznie. Poza tym, nie zamierzam chodzić nago, gdy Laura będzie nieco starsza. Nie chcę też, by było to regułą. Zamierzam jedynie zadbać, by nie było to COŚ strasznego. I zamierzam się przy tym pilnować. Łatwo o zatarcie tej bezpiecznej granicy, a co za tym idzie poczucia bezpieczeństwa dziecka.

Nie chodzi mi o paradowanie nago całymi dniami, bo tak nam się podoba. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Chodzi mi o to, żeby sytuacja przypadkowego wejścia do pokoju czy otwartej łazienki nie wywołała zmieszania na twarzy jednej i drugiej osoby Również o to, aby w sytuacjach wyższej konieczności odsłonięcie tego kawałka ciała, który normalnie jest zasłonięty nie wywoływał zbędnych, negatywnych emocji. Nigdy nie wiadomo, czy dziecko (dorosłe już) nie będzie musiało kiedyś oglądać nas nago, jeżeli tak a nie inaczej potoczą się nasze losy (choroba itp.) Na pewno i dla niego i dla nas bardziej komfortowe będzie, jeżeli tej nagości nigdy się nie wstydziliśmy.

A także to, żeby moje dziecko akceptowało siebie.

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Zgadzacie się ze mną, czy wręcz przeciwnie?

  • |