Masa o procesie polskiej mafii. Artur Górski, Wyd. Prószyński i S-ka

Podobno z małym dzieckiem ciężko znaleźć czas na czytanie książek. Nie do końca to jest prawda, bo jeżeli książka jest ciekawa i nie można się od niej oderwać, to ten czas się znajdzie. Ja tak właśnie mam, jeżeli coś mnie wciągnie zrobię wszystko, aby móc to dokończyć czytać. Czy tak było i tym razem, gdy sięgnęłam po pierwszą po porodzie książkę, którą był wywiad Artura Górskiego przeprowadzony z Jarosławem Sokołowskim „Masa o procesie polskiej mafii”?

Myślę, że już domyślacie się odpowiedzi. Może  też widzieliście na Instagramie, gdzie pokazałam książkę i w komentarzach przyznałam, że przeczytałam ją w jeden dzień. Trudno to w sumie nazwać przeczytaniem, ja ją pochłonęłam.

Mafia pruszkowska

O mafii z Pruszkowa słyszał chyba każdy. Kiedy Polska żyła ich poczynaniami, później aresztowaniami i procesem ja miałam kilkanaście lat. Nie do końca interesowało mnie to, co sie tam działo. Niekiedy informacje, które do mnie dochodziły szokowały, sprawiały, że chwilę zatrzymałam się na tym temacie. Jednak było to dla mnie dość abstrakcyjne, miałam inne „swoje” sprawy, a mafia pruszkowska to był jedynie telewizyjny temat.

Teraz po latach temat zainteresował mnie bardzo. Bardzo lubię zarówno książki jak i filmy oparte na faktach. Nieco obawiałam się formy, w jakiej napisana jest ta książka, bo jest to wywiad. Obawy nie były słuszne, czyta się to bardzo dobrze. Odpowiedzi są rozbudowane, ale nie nudne. Nie ma za to zbędnych opisów, które przy tej tematyce zupełnie by się nie sprawdziły. Każde zdanie, które czytamy, to konkretna wiedza z poruszonego tematu.

Masa

Przyznam, że wiele informacji, których dowiedziałam się z książki, bardzo mnie zszokowało. Niby wiadomo, że zdarzają i policjanci i prokuratorzy i adwokaci, którym zdarza się zboczyć z toru. Jednak gdy ktoś opowiada, jak to wygląda tak naprawdę, w prawdziwym życiu, można naprawdę przeżyć szok. Masa, czyli Jarosław Sokołowski, ze szczegółami opowiada jak przebiegł proces. Opowiada o hakach, które on sam miał na biorących w nim udział adwokatów. Opowiada też ze szczegółami, jak to jest być świadkiem koronnym, z czym to się wiąże i jak to wygląda w praktyce. Są to rzeczy, nad którymi osobiście nigdy się nie zastanawiałam. Wiedziałam jedynie, że można zostać świadkiem koronnym, jednak to jak to działa, znałam głównie z filmów.

Seria „Masa o…”

Książka jest kolejną częścią całej serii o Masie. Artur Górski przeprowadził sporo rozmów z Jarosławem Sokołowskim, a dotyczyły one miedzy innymi tematów związanych z kobietami mafii, szefami mafii oraz zabójcami. Przyznam szczerze, że po przeczytaniu ostatniej części jestem pewna, że chętnie sięgnę po pozostałe.  Książka jest napisana w lekki sposób, mimo iż dotyczy tematów trudnych, niejednokrotnie szokuje. Czyta się ją dobrze i szybko, jedyną wadą jest to, że zdecydowanie za szybko sie kończy. Człowiek po zakończeniu chce wiedzieć więcej, a kiedy nie ma innej części pod ręką sięga po to, co dostępne. W moim przypadku był to serial, który zresztą zostaje wspomniany w książce, dotyczący działalności mafii pruszkowskiej.

Myślę, że „Masa o procesie polskiej mafii” to idealna pozycja dla wszystkich osób, które kiedykolwiek słyszały o działalności mafii pruszkowskiej. Można swoją wiedzę skonfrontować z tym, co mówi osoba, która była bardzo blisko tych wydarzeń. Poza tym, dowiadujemy się jak to wszystko wygląda „od środka”, gdy jest się bezpośrednio w centrum wydarzeń, najpierw jako osoba blisko związana z bossami mafii, później jako świadek koronny. W trakcie czytania na pewno nieco poznajemy postać Masy, jednak lektura jest na tyle przyjemna, że nie mamy ochoty oceniać bohatera. Ja raczej skupiałam się na informacjach niż ma emocjach, które towarzyszą czytając o niektórych wydarzeniach.

Na pewno książka jest ciekawą lekturą, polecam na wolne popołudnie ale ostrzegam, że dość szybko się kończy, więc albo zaopatrzcie się od razu w kolejne części, albo nie grzeszcie zbyt dużą ilością wolnego czasu 😉

Więcej o książce możecie przeczytać na stronie Wydawnictwa Prószyński i S-ka.  A! Możecie być spokojni, mały Damianek absolutnie nie ucierpiał w trakcie czytania książki, nawet zyskał, bo tulił się do mnie kiedy czytałam 😉

  • |