Jakie obowiązki dla rocznego dziecka? O małej pomocnicy Mamusi!

Kiedy jest dobry moment na wprowadzenie obowiązków? Kiedy dziecko ma rok? dwa? pięć? a może dopiero jak ukończy podstawówkę/gimnazjum/liceum? A może wcale nie trzeba dziecka obarczać obowiązkami? Poza tymi wynikającymi z jego wieku i statusu-czyli odrabianie lekcji, nauka.

W sumie nie znam odpowiedzi na to pytanie, chyba powinnam porozmawiać na ten temat ze specjalistą. Albo zaufać intuicji, obserwować Laurę i wyciągać wnioski. Oczywiście, „obowiązki” rocznego dziecka różnią się od tych, którymi obarczymy dziecko kilkunastoletnie. Spokojnie, nie puszczam, Laury na ulicę samej z zadaniem wyrzucenia śmieci. Nie każę jej prasować czy czyścić toalety. Ale jednak włączam ją w niektóre czynności związane z utrzymaniem porządku. No dobra, nikt nie uwierzy, że mam porządek, ale próby podejmuję i właśnie tutaj czasami angażuję Laurę.
Oczywiście, Laura jest jeszcze mała, dlatego każdą rzecz inną niż zabawa proponuję jej nadal w formie zabawy. Półtoraroczne dziecko nie może zostać zasypane listą obowiązków, jest na to za małe, nie zrozumie, zresztą to nawet brzmi śmiesznie. Ale z drugiej strony, półtoraroczne dziecko uwielbia się bawić! Laura jak każde dziecko kocha kredki, zabawki, klocki, misie, lalki, kartki papieru, kartoniki i wszystkie inne rzeczy, które zabawkami nie są. Czemu więc nie wykorzystać tego zainteresowania, oraz tego, że im więcej czasu spędzimy w JAKIEJKOLWIEK formie z dzieckiem, tym lepiej dla niego i dla nas! To zaprocentuje w przyszłości. Poza tym dzieci, już takie małe uwielbiają czuć się potrzebne. Kocham ten uśmiech Laury, który pojawia się na jej buźce, gdy dziękuję jej za coś. To szerszy uśmiech niż ten, który widzę gdy otrzymała nową zabawkę czy coś dobrego do zjedzenia. To prawdziwa, szczera radość.
Dodatkowym plusem, oprócz czasu spędzonego w ten sposób z dzieckiem jest wyrabianie nawyku do robienia pewnych rzeczy, przy czym nie są traktowane jako niechciana konieczność, a jako coś miłego, dobrego. Może to sprawi, że w przyszłości nasze dziecko chętniej będzie wykonywało bądź uczestniczyło w niektórych pracach domowych? O korzyściach typu czyste mieszkanie nie będę pisać, bo przy wkładzie takiego maluszka efekty zwykle są niedostrzegalne, bądź niekiedy odwrotne do zamierzonych.
Jak wykorzystuję chęć Laury do zabawy z koniecznością dbania o dom? Jakie obowiązki dzielę z Laurą (ja bądź Pan T.)
SPRZĄTANIE ZABAWEK czyli obowiązek, który wynika, jak to wcześniej nazwałam, ze statusu dziecka. Laura bawi się, poprzez zabawę się uczy, tak więc logiczne jest, że do jej obowiązku należy sprzątanie po sobie, Oczywiście efekty są różne, jednak od jakiegoś czasu jest poprawa. Może to zasługa żłobka? Nie wygląda to tak, że mówię „posprzątaj klocki” i ona to robi…. Jasne, że nie. Czasami zbiera zabawki sama, jednak zazwyczaj robimy to wspólnie. Niekiedy wynika z tego nowa forma zabawy (np. pakujemy, wysypujemy, znowu pakujemy i tak przez godzinę!), jednak zazwyczaj zbieramy coś razem, bądź też trzymamy pudełko, do którego Laura zbiera rozrzucone po podłodze kredki (tak, kredki u nas często lądują na podłodze). Wspólnymi siłami udaje się nam pozbierać zabawki, czasami nawet Laura odnosi je do siebie do pokoju poproszona.
ZAKUPY nie, nie wysyłam jej do sklepu z karteczką. Ale zakupy trzeba robić, i często zdarza się, że nie mamy co zrobić z dzieckiem i musimy targać je ze sobą po sklepach. Najlepiej wtedy zająć czymś dziecko. U nas sprawdza się pomoc przy pakowaniu. Laura wkłada nam do woreczków wybrane owoce, warzywka. Czasami uda się, że ściągnie z półki rzecz o którą poprosimy, albo niesie coś lekkiego. Jest wtedy bardzo dumna, a po podziękowaniu jej za pomoc słyszymy jak się zapowietrza z zachwytu 🙂
PRANIE Tutaj Laura pomaga mi w dwojaki sposób. Najpierw proszę ją, żeby przyniosła jakąś  bluzkę leżącą na podłodze (tak, bluzki często leżą u nas na podłodze, ponieważ służą za przykrycie dla misi, lalek, które Laura kładzie spać) Po wypraniu natomiast, Laura podaje mi ubrania do powieszenia. Raz spróbowałam, bo chciałam ją czymś zająć, żeby dała spokój stojącej suszarce. Poprosiłam o podanie jakiejś rzeczy, a ona z chęcią i uśmiechem się przyłączyła. O kolejne prosić nie musiałam, sama stała i podawała, co chwilę popędzając mnie głośnym wołaniem „Mama!” gdy nie zdążyłam powiesić jednej rzeczy, a ona czekała już z kolejną. Od tamtej pory zawsze towarzyszy mi przy wieszaniu prania. Ja mogę to robić w spokoju, bo mam pewność, że w tym czasie nie wspina się na meble w salonie np. a ona czuje się doceniona gdy dziękuję jej pomoc. O! I czas oszczędzam, bo odkąd mnie popędza, wieszanie idzie mi zdecydowanie szybciej!
NACZYNIA To obowiązek, który Laura sama sobie wymyśliła 🙂 No i co zrobić, bierze puste kubki i talerze i nosi do kuchni. W sumie fajnie, ale mogła z tym poczekać jeszcze jakiś czas, zawsze patrze z nerwem jak ona to robi, zawsze jej towarzysze, ale w sumie dumna jestem, że obserwując nas, sama to podłapała. Na szczęście najbardziej w jej zasięgu zazwyczaj są jej talerzyki, czyli plastikowe, jednak zdarza się, że złapie za coś naszego. Generalnie do tego sama bym jej nie zachęcała, ale skoro już to robi….
ŚCIERANIE KURZY Laura pomaga mi, jednak gdy nie zareaguję odpowiednio szybko, do wycierania używa właśnie tych ubranek, pod którymi śpią misie na podłodze. Niekiedy te ubranka były świeżo prane i robi się błędne koło, no ale cóż. Mam pewność, że z praniem samej mnie nie zostawi!Na razie to na tyle, pochwalcie się, w jaki sposób Wy angażujecie dzieci w sprawy domowe 🙂
  • |