Jak dogodzić Mężowi?

Myślę, ze pytanie takie zadają sobie kobiety z pokolenia na pokolenie. Każda z nas, znajduje swój własny sposób na to, aby sprawić, by Mąż był zadowolony. Dzisiaj nieco z przymrużeniem oka o tym, co ja zrobiłam, aby Pan T. spędzał ze mną w euforii od 1,5 go 2 godzin dziennie.

Nie, dzisiaj nie będzie o zdradzania naszych tajemnic łóżkowych. Nie będzie też zdradzania tajemnic na przepis zawierający afrodyzjaki, czy też na smakołyki wpasowujące się w kubki smakowe zmęczonych po całym dniu w pracy Mężów. 

Dzisiaj opowiem Wam, że postanowiłam przeżyć swoje małe piekło, aby Panu T. sprawić przyjemność.  Nie było to poddanie się operacji plastycznej, czy spędzanie wielu godzin na siłowni (chociaż chciałabym, aby to było to drugie). Było to spędzenie, z własnej woli, wielu godzin przed ekranem telewizora, i poświecenie swojego cennego czasu na…uwaga… obejrzenie wszystkich części przygód agenta 007, czyli Jamesa Bonda.

Odkąd poznałam Pana T. jasne było dla nas obojga, że jeśli chodzi o upodobania kinowe,  mamy zupełnie odmienne zdanie. Rzadko zdarza się, że film podoba się zarówno mi jak i Panu T. w tym samym stopniu. Udaje się nam niekiedy wybrać taki repertuar, który w większym lub mniejszym stopniu spełnia oczekiwania każdego z nas, jednak nigdy nie jest to 100 procentowe zadowolenie.

Dlatego, kiedy wchodziły na ekrany nowe części przygód Jamesa, Pan T. był osamotniony w euforii oczekiwania, a ja kompletnie nie rozumiałam jego radości. Pamiętałam kilka części, które kiedyś oglądałam, i kojarzyły mi się one z przesadzonymi akcjami, zbyt wieloma efektami specjalnymi, i nie zawsze (według mnie) przystojnymi aktorami odgrywającymi główne role-co mnie irytowało, bo reklamowany był zawsze jako przystojny agent, któremu kobiety nie mogły się oprzeć.

Odkrycie, że Pan T. namiętnie ogląda również stare części, nie pomagało w znalezieniu kompromisu. Dlatego, po 4 latach małżeństwa, a 5 bycia razem, postanowiłam okazać jak bardzo jestem wspaniałomyślna, i zapowiedziałam Pan Mężowi, że obejrzymy wszystkie części przygód agenta 007. Po kolei. Tak postanowiłam, ponieważ wymyśliłam, że jeśli poznam jego losy od początku, może jakoś uda mi się zrozumieć tą fascynację mojego  mężczyzny serią tych filmów.

Przyznam, że pierwsze kilka odcinków nawet mi się podobało. Im jednak bardziej odcinek przydał mi do gustu, o tyle mniej podobał się Panu T. Zgodni byliśmy jedynie co dwóch części, które oboje uznaliśmy za najgorsze 🙂

Powiem, że nie było łatwo przebrnąć, ale Pan T. był bardzo zadowolony, że obejrzałam z nim wszystkie 23 dostępne części, i nawet zapowiedziałam, że na 24 udamy się wspólnie do kina. Wiem, ile dla niego znaczyło to, że wspólnie mogliśmy rozmawiać o obejrzanych częściach. Nie było to łatwe, jednak czasami łatwo zmienić nieco swoje nastawienie, zapomnieć na chwilę o tym, że czegoś się nie lubi, i sprawdzić drugiej osobie niespodziankę 🙂 Każdy sposób na okazywanie uczuć jest dobry, również taki, w którym poświęcamy się poprzez obejrzenie ulubionego filmu drugiej połowy, który dla nas może do najbardziej oczekiwanych filmowych produkcji nie należy.

Pochwalcie się, jakiego największego „poświęcenia” Wy dokonałyście na drugiej połowy? Oczywiście nie należy brać słowa poświęcenie zbyt dosadnie 😉

*źródło obrazka

  • |