Gdzie udać się z dzieckiem? Góry z dzieckiem – Gubałówka, Kasprowy Wierch, Szlak na Polanę Rusinową

W tym roku wakacje w Polsce mieliśmy krótkie, przez wcześniejszy wyjazd do Holandii zostało nam niewiele czasu na zwiedzanie zakątków Polski. Po krótkim pobycie na Śląsku, w trakcie którego zwiedziliśmy między innymi SFR w Bielsku Białej, udaliśmy się do Zakopanego.

Jako, że czasu nie mieliśmy wiele (o czym będzie w kolejnym wpisie) swoje górskie wojaże ograniczyliśmy do Gubałówki, Kasprowego Wierchu oraz szlaku prowadzącego na Polanę Rusinową.

Gubałówka

Na Gubałówkę wjechaliśmy kolejką – taka dodatkowa atrakcja, zresztą ja już byłam w czwartym miesiącu ciąży, więc raczej i tak bym nie dała rady dojść. Kupiliśmy bilet łączony, dzięki czemu mieliśmy jeszcze wejście do Term w Bukowinie Tatrzańskiej. Była to dość opłacalna transakcja, dokładnie nie pamiętam ceny, jednak bilet z termami był niewiele droższy niż na samą kolejkę.

Widoki z Gubałówki piękne, tym bardziej, że w górach leżało już trochę śniegu. Ludzi wielu nie było, więc spacerowało się przyjemnie. Na górze kupiliśmy zapas serów i kapci góralskich 😀 Taka pamiątka! Trochę pospacerowaliśmy, zjedliśmy drugie śniadanie, które popiliśmy gorącą herbatą z termosu, dzięki czemu spędziliśmy kilka miłych godzin podziwiając piękne widoki. Laura doceniła i widoki i kamienie, którymi bawiła się, gdy my chłonęliśmy z Panem T. piękno gór.

Kasprowy Wierch

Kolejny szczyt, który zdobyliśmy przy pomocy kolejki. Jednak innej, tutaj elegancki podwieszony wagonik, na dodatek przejażdżka z przesiadką! W trakcie jazdy słuchamy nieco o górach, i wiatrach, które kilka lat temu połamały sporo drzew (widać w trakcie jazdy), dowiadujemy się też, dlaczego musimy sie przesiadać.

Tutaj dostajemy już godzinę powrotu, więc nie możemy siedzieć na górze tyle, ile chcemy. Widoki – sami albo wiecie, albo sie przekonacie, a jak nie to domyślacie się, że przepiękne! Każde z nas brało ile się dało – Laura szukała Elzy, bo znalazła bałwanka, którego ktoś ulepił, my oczywiście podziwialiśmy piękno i majestat gór. Przyznam, że Laura zadziwiła mnie spacerując na szczytach. Chodziła żwawo i więcej ode mnie. Ja niestety odpuściłam dalsze spacery i wspinanie się po schodach pod stację – ale i tak cieszę się z tego, co widziałam.

Szlak na Rusinową Polanę

Jako, że nie chcieliśmy tylko wjeżdżać, nie uznajemy korzystania z wozów nad Morskie Oko, a wiedziałam, że na pieszo nie dojdę, szukaliśmy innego rozwiązania. Wynalazłam w googlach cudny szlak – krótki, bo coś koło 2 km do urokliwego miejsce ze wspaniałymi widokami – Rusinowej Polany. Szlak zaczynał się tak, gdzie stoją właśnie wozy jadące nad Morskie Oko. Nie pamiętam koloru, jednak pamiętam, że zdziwiłam się, że na tabliczce było napisane, że przejście zajmuje koło godziny, bo google powiedziały, że zajmie to koło 20 minut…. Tak wiem, nie ufać w wujkowi we wszystkim! Dopiero później pomyślałam, że on przeliczył odległość i tyle. Ale trudno, podjęliśmy wyzwanie, godzina to nie tak źle…. Prawda? Co tam brzuszek, który już był widoczny. No ok, trochę się pomyliliśmy z tym ułatwieniem. Po godzinie stwierdziliśmy, że jednak marsz nad Morskie Oko byłby prostszy.  Po półtorej, gdy nie nadążałam za Laurą miałam kryzys i myślałam nad powrotem na dół. Na szczęście po dwóch dotarliśmy na miejsce 🙂 Byłam z siebie mega dumna, zrobiłam po drodze milion postoi na odpoczynek, ale dotarłam! Laura weszła na górę na swoich nogach, byłam z niej mega dumna, nie marudziła, wręcz była zachwycona drogami ułożonymi z kamieni, a im bardziej strome były, tym dla niej większa frajda. Trasa była krótka, ale bardzo stroma, stąd szacowny czas to godzina, która u nas w wiadomych względów rozciągnęła sie do dwóch. Za to zejście było nieco szybsze 😉 Byliśmy padnięci – ja bo niosłam brzuszek, Laura bo miała cztery latka pokonała sama, Pan T. bo niestety musiał nieść i bagaże i kurtki, po pogodę mieliśmy cudowną! Ale było warto się zmęczyć, oj było!

Myślę, że na tak krótki pobyt, widzieliśmy sporo  z gór. Prawie wszystkie najważniejsze szczyty, było nad dane zobaczyć, jak to jest na szlaku – to nic, że takim prostszym, dla nas to był niezapomniany czas! Jeżeli będziecie się wahali czy warto odbyć taką rodzinną podróż nie zastanawiajcie się dłużej! Naprawdę warto! A może już macie to za sobą? Dajcie znać w komentarzach 🙂

 

 

 

  • |
    • Moi rodzice zabierali mnie na górskie wycieczki od najmłodszych lat i jestem im za to bardzo wdzięczna 🙂 Kontakt z naturą jest ważny

      • kontakt z naturą i takie ogólnie poznawanie świata – dziecko chłonie jak gąbka, warto pokazać mu to co warte uwagi 🙂

    • Monika (mama na całego)

      Rusinowa Polana – to coś cudownego. Muszę tam wrócić latem, dobrze, że mi przypomniałaś. Jeśli chodzi o Tatry to, oprócz tych, które wymieniłaś, gorąco polecam też Dolinę ku dziurze. Natomiast warto też zabrać dzieci w Beskidy. Jest wiele gór, na które można wyjechać kolejką i dalej spacerować, np. Szyndzielnia lub Żar, Skrzyczne, albo Czantoria. Ja w ogóle uwielbiam góry. A Beskidy – To MY LOVE <3. Ps. Przepiękne zdjęcia, zachwyciłam się.

      • Na Czantori byliśmy w zeszłym roku 🙂 Mam nadzieję, że w tym roku też uda się coś „zaliczyć”, chociaż z kilkumiesięcznym dzieckiem pole manewru będzie ograniczone, ale na pewno coś wymyślimy!

    • Górska wyprawa z dzieciakami jeszcze przed nami, bo nie wyobrażam sobie noszenia plecaka i dwulatki. Ale powoli myślimy o jakichś prostych, niezbyt stromych trasach. Tak sobie teraz uświadomiłam, że może właśnie kolejka byłaby dla nas dobrym rozwiązaniem 🙂

      • To doskonały pomysł, my rok temu byliśmy na Czantorii wjechalismy wyciągiem, wtedy Laura nie była jeszcze taka skora do spacerów 🙂 także polecam, zawsze to jakis kompromis 🙂

    • Widoki przepiękne. Nie przepadamy za chodzeniem po górach, ale dla takich krajobrazów warto byłoby się poświęcić. Zawsze można też wjechać kolejką tak jak Wy to zrobiliście 🙂

    • Byliśmy we wszystkich tych miejscach z naszą córką. Najbardziej zapamiętała chyba trasę na Kasprowy bo goniła nas burza 🙂 Wszędzie jednak doszła pieszo 🙂 Byłam z niej mega dumna, zaliczyła tez Giewont i Morskie Oko 🙂