Gdzie udać się z dzieckiem? Zakopane x4 – czyli ile można zobaczyć w 4 dni, w 4 miesiącu ciąży z 4-latką przy boku?

Nadrabiając zaległości w relacjach z naszych dość aktywnych wakacji w tym roku trafiłam na zdjęcia z Zakopanego. Nie byliśmy tam długo, bo tylko 4 dni. Na dodatek w październiku, wydawałoby się w sezonie martwym, gdzie nic ciekawego zdarzyć się nie może. Ja w ciąży, z ogromnymi planami na to, co chcielibyśmy zwiedzić i zobaczyć. I jeszcze Zakopane z dzieckiem, bo była z nami Laura, wtedy mająca 4 latka. Jak myślicie, jak było?

Zawsze wydawało mi się, że góry to coś dla mega aktywnych ludzi. I tak jest, jeżeli planujemy chodzić  po szlakach i podchodzimy to tematu profesjonalnie. My chcieliśmy przysłowiowo „liznąć” gór, pokazać nieco Laurze, zresetować się inaczej niż tylko siedząc w hotelu. Wybór padł na Zakopane, bo Pana T. tu jeszcze nie było, Laury też, a ja byłam dawno, dawno temu. Poza sezonem, bo łatwiej o interesujący nas termin bez wyprzedzenia – wcześniej urlop spędziliśmy w Holandii, dlatego kolejny mógł być już po wakacjach.

Ale po kolei!

Październik – czy dobry miesiąc na pobyt w Zakopanym?

Trochę obawialiśmy się, że będzie nie tyle pusto, co po prostu bardzo pusto i miasto będzie wręcz wymarłe – w końcu sezon letni się skończył, a zimowy nie zaczął. Myliliśmy się. Był po prostu spokój. Turyści byli w ilościach takich, że można było poruszać się autem bez problemu (niestety, ja za dużo chodzić nie mogłam, zresztą wolałam chodzić gdzieś, a nie dochodzić po prostu do centrum i nie mieć siły na więcej). Kawiarnie i restauracje działały, kramiki z pamiątkami również. Było idealnie – nie tłoczno, ale widoczne było życie i urok tego miasta.

Drugim powodem naszych obaw była pogoda – nie wiedzieliśmy jak się przygotować, niby to góry i zimniej, z drugiej strony jeszcze nie miesiące zimowe. Pogodę mieliśmy cudną! Po szarej jesieni którą mieliśmy w Gdańsku, słońce było naprawdę miłą odmianą! Na chłodniejsze wieczorne spacery byliśmy też przygotowani.  Nic nas nie zaskoczyło, było wręcz idealnie, co widać szczególnie na zdjęciach ze szlaku.

Papugarnia

Pierwszym miejscem (drugim po pensjonacie, w którym spaliśmy) do którego się udaliśmy jeszcze pierwszego dnia była Papugarnia. Otwarta zdaje się w z zeszłym roku, poza sezonem prawie pusta, przez co na spokojnie można było cieszyć oczy kolorowymi ptakami. Laura nieco bała się na początku, ale spodziewałam się tego po pobycie w Zoo egzotyczne Kaszuby. Na szczęście po jakimś czasie oswoiła się i nawet odważyła jedną z nich nakarmić.  Było kolorowo, spokojnie, idealnie na pierwszy dzień, gdy byliśmy zmęczeni po podróży.

Krupówki

Po Papugarni udaliśmy się na spacer Krupówkami. Przy okazji udaliśmy się na kolację do jednej z restauracji, w której mieliśmy okazję podziwiać zespół grający na żywo góralską nutę. Laura była zachwycona, miała ogromną ochotę potańczyć, ale panowie siedzący o grający stolik obok nas trochę ją onieśmielali.

Krupówki odwiedziliśmy jeszcze w ciągu dnia, tuż obok znajdował sie też rewelacyjny plac zabaw, na którym nie tylko Laura świetnie się bawiła 😉 Pogodę mieliśmy tak piękną, że nawet wieczorny chłód był przyjemny, a słońce w dzień wręcz nastrajało nas wakacyjnie i optymistycznie.

Góry

O tym, co zobaczyliśmy, jakie szczyty „zdobyliśmy” i z jakimi przygodami możecie sprawdzić we wpisie o naszych wojażach górskich. Tutaj wspomnę tylko, że byliśmy na Gubałówce, na Kasprowym Wierchu oraz przeszliśmy się urokliwym szlakiem na Polanę Rusinową. Odpuściliśmy spacer nad Morskie Oko i nie byliśmy na Giewoncie – ale mamy po co wracać, a na tak krótki pobyt uważam, że i tak sporo widzieliśmy i Laura ma już jakieś małe pojęcie o tym, czym są góry.

Termy w Bukowinie Tatrzańskiej

Dzięki łączonemu biletowi na kolejkę na Gubałówkę, mieliśmy okazję odwiedzić również Termy. kompleks bardzo mi się podobał, była ogromna sala z basenami dla dzieci, w którym spędziłyśmy z Laurą sporą część czasu. Niestety, ze względu na mój stan nie skorzystałam z tego, co uwielbiam w takich miejscach najbardziej – z sauny. Nie mogłam też leniuchować w jacuzzi, ale baseny w strefie dla dzieci były rewelacyjne! Sztuczny prąd, domki, zamki i zjeżdżalnie dla najmłodszych, siatka nad jednym z basenów oraz basen na dworze. Laura była tym wszystkim zachwycona. Zapewne nie dalibyśmy rady jej z wyciągnąć do hotelu gdyby nie fakt, że do Term udaliśmy się prosto ze szlaku, który jak pisałam ostatnio, nieźle dał nam w kość 😉

Zapomniałam dodać, że w trakcie pobytu spaliśmy w uroczym miejscu jakim jest Pensjonat u Kośle. Mają pyszne jedzenie przygotowywane przez gospodynię. Pokoje są dobrze wyciszone, widoki wspaniałe, a gospodarze przyjaźni. Polecam serdecznie.

Czy to ile widzieliśmy i zwiedziliśmy to dużo czy mało? Dla nas było akurat, nie czuliśmy niedosytu, że czegoś nie zdążyliśmy zrobić. To były aktywne cztery dni, które biorąc pod uwagę mój stan oraz wiek Laury, spędziliśmy naprawdę aktywnie! Jeżeli nie byliście, polecamy. I naprawdę, nie bójcie się jechać poza sezonem, jak widać pogoda może być piękniejsza niż latem, a Zakopane z dzieckiem i w ciąży nie jest żadnym utrudnieniem 😉

 

  • |