Dziecięce święto=NIE dla alkoholu

Nie ubłagalnie płynący czas sprawia, że za dwa miesiące w naszym domu będzie kolejne święto. Dwa latka Laury. Myślałam, że tak jak roczek przeżywałam i przygotowywałam dużo wcześniej, tak teraz odpuszczę, i będą to po prostu „zwykłe” urodzinki. Ale nie potrafię! To w końcu jest święto! Laura kończy etap niemowlęcy i wkracza w świat małego dziecka. Tyle się zmieni- nawet w samolotach będzie już miała swoje miejsce. Jest więc co świętować.

Wiadomo, że najlepiej świętuje się w gronie najbliższych: rodzina, przyjaciele, tym razem kto wie, może już pierwsze koleżanki z podwórka? Skoro Laura już „żłobkowa” i ma pierwsze nici porozumienia zawiązane. A to w końcu jej święto!

Zresztą, każde kolejne urodziny Laury, to też będzie głównie jej święto! Nasze, owszem, w jakimś stopniu również, ale przede wszystkim jej.Tak samo były z roczkiem, z dniem, kiedy przyjęła Chrzest święty, tak będzie z dniem Pierwszej Komunii. I wszystkimi innymi świętami, w których to ona odgrywa główną rolę.

I właśnie dlatego jednego już jestem pewna. Tak jak na pierwszych urodzinach i na imprezie towarzyszącej przyjęciu Chrztu świętego, tak na żadnej kolejnej nie będzie na stole ani jednej butelki alkoholu. Żadnego. No dobra, jeden wyjątek dla octu spirytusowego, gdybym do galarety nie miała cytryny 🙂 Nic poza tym.

Nie uważam, aby spotkanie rodzinnie/przyjaciół/znajomych, świętujących coś (urodziny, imieniny czy jeszcze coś innego) związanego z moim dzieckiem, musiało wiązać się z konsumpcją napoi alkoholowych. Bo i z jakiej racji?

Na szczęście u nas w rodzinie nikt nie spodziewa się imprezy z procentami, całe szczęście, inaczej albo przestałabym bym zapraszać, albo wychodziłabym na „niegościnną” bo nie „poczęstowałam”. Wszyscy rozumieją moje podejście (tak mi się przynajmniej wydaje). Pan T. mnie w tym wspiera (albo przynajmniej rozumie na tyle, żeby się nie kłócić-mam nadzieję, że jednak to pierwsze).

W sumie nie rozumiem, do czego miałby być nam potrzebny alkohol na imprezach dziecka?

Że niby zdrowie Laury trzeba wypić? Dziękuję, nie trzeba. Laura ma zdrowie rewelacyjne (tfu, tfu…!) a jakoś do tej pory nikt go nie opijał-czyli można i bez tego.

Bo rozmowa się nie klei? No tak, rozwiążmy języki alkoholem, a dziecko, które poznaje świat niech próbuje zrozumieć ten bełkot dochodzący do jego uszu. Tak, znajdzie się ktoś kto powie, że nie trzeba pić na umór od razu- może tak, ale w towarzystwie gorzej kontroluje się takie rzeczy, po co ryzykować? Zresztą, zamiast głupich gadek może lepiej skupić się na dziecku? Ono pokaże, że można świetnie się bawić BEZ alkoholu. Co, „zejście” do poziomu dziecka -czyli najczęściej do podłogi w dniu jego święta to porażka? To po co przychodziłeś/aś na imprezę urodzinową dziecka? Dwulatek na pewno nie będzie siedział przy stole i zabawiał Cię rozmowami o pogodzie czy polityce.

I ten aromat alkoholu rozchodzący się po rozgrzanym pokoju pełnym ludzi… wspaniały zapach do zapamiętania, jako „aromat mojego dzieciństwa”.

Po co to wszystko? Jak chce się napić ze znajomymi, bo w końcu to nie grzech, robię to innego dnia. Jest tyle innych okazji, może w bardziej sprzyjających okolicznościach? Np. gdy dzieci nie ma w pobliżu? Gdy nie świętują czegoś ważnego?

Wiem, że wspomnień z tego okresu dziecko wielu nie ma, ale wiem też po sobie, że jednak miewa się przebłyski i czasami pamiętamy to i owo z tego najwcześniejszego okresu. Nie raz opowiadałam mojej mamie coś, na co ona mówiła, że nie mogę pamiętać bo byłam z mała. Taka była pierwsza reakcja, potem była zdziwiona. Pamiętamy te ważne, miłe chwile, w których wydarzyło się coś, co spowodowało, że nasz mózg postanowił to zakodować i zapamiętać. Po co obok wspomnień urodzinowego tortu stawiać butelkę?

Oczywiście, każdy ma prawo do swojego zdania. Jedni się ze mną zgodzą, inni powiedzą, że wszystko dla ludzi, że na ich imprezach wszystko odbywa się kulturalnie, nikt nie jest pijany, wino podaje się tylko do obiadu. Osobiście wyznaję taką zasadę, że skoro alkohol nie jest dla dzieci, z czym zgodzą się chyba wszyscy (przynajmniej taką mam nadzieję), nie jest potrzebny do świętowania na ich imprezach.

Również gdy jestem u kogoś na imprezie dziecka, nie piję alkoholu. Moim największym grzechem bywa lampka szampana, którą ewentualnie spożyję, żeby nie wszczynać kłótni, w końcu to impreza dziecka. A niestety, o tyle i ile jeszcze odmowę spożywania mocniejszych trunków ludzie szybciej rozumieją, o tyle kieliszek szampana może być już zniewagą i powodem do kłótni, a nie o to mi chodzi. Szanuję zdanie i poglądy innych, o ile nie cierpią przez nie dzieci. nie narzucam nikomu moich poglądów, jednak jeżeli ktoś kiedyś przyjdzie do Laury na urodziny czy inne jej święto z myślą, że się będzie mógł napić, wyjdzie mocno rozczarowany.

A jakie są Wasze poglądy na ten temat? Podajecie alkohol na imprezach dzieci? Unikacie? A może staracie się odnaleźć złoty środek?

  • |