Czym się różni posiadanie dwójki dzieci od jednego?

Pierwsze kontra drugie dziecko

Do niedawna posiadałam jedną córeczkę. Jedno dziecka do martwienia się, do obserwowania jak rośnie. Jedno dziecko, na którym skupiałam 100% swojej uwagi. Było tak do momentu pojawienia się dwóch kresek.

Pamiętam ciąże z Laurą, zleciała dość szybko. Z wielu względów- odbieraliśmy klucze do mieszkania. Konieczny był remont, bo mieszkanie było w stanie surowym. Organizowaliśmy rodzinną kolację wigilijną. Krótko mówiąc działo się. Zawsze tak jest, że jeżeli mamy sporo zajęć czas płynie dużo szybciej. Dłużył mi się jedynie koniec ciąży. Odliczałam każdy dzień, tak bardzo chciałam mieć już Laurę przy sobie. Pamiętam, że bałam się czy dam radę, ale chciałam aby to było już, natychmiast.

Później każdy dzień z jej życia przeżywałam od rana do wieczora. Każda chwila była dla mnie. Nic innego, a raczej nikt inny mnie nie rozpraszał. Pamiętam to oczekiwanie na pierwszy jej uśmiech, później na przekręcanie się z brzuszka na plecki. Pierwsze samodzielne stanie w łóżeczku. Każdy jej pierwszy raz to była bardzo ważne wydarzenie, na które naprawdę czekałam nie raz bardzo długo. I to nie tylko dlatego, że chodzić i raczkować zaczęła dość późno. Po prostu, miałam czas, dni płynęły wolno. Raz było lepiej raz gorzej.

Z Laurą nie miałam prawa jazdy, więc generalnie siedziałyśmy raczej na miejscu. Dzień płynął za dniem. Byłyśmy we dwie w ciągu dnia, po południami dołączał Pan T. Wszystko naprawdę działo się dość „leniwie”. Oczywiście miałam obowiązki z uczelni, w końcu doktorat zrobiłam bez przerwy zwanej urlopem macierzyńskim. Obowiązki w domu też chyba w miarę ogarniałam (pamiętam jak kolega z pracy Pana T. posiadający dziecko w podobnym wieku dziwił się, że Pan T. jada obiady w domu bo ja gotuję ). Jednak każda wolna chwila to była Laura. Laura, Laura, Laura i jeszcze raz Laura. I tak przez 5 lat! I nie uważam tego absolutnie za nic złego!

Po postu teraz jest inaczej. Inaczej, nie znaczy gorzej. Bo inaczej przeżywam macierzyństwo – bardzo doceniam pojawienie się Damianka, to nasz mały cud, o czym zapewne jeszcze napiszę. Świadomiej chyba przeżywam i odczuwam każdą jego chwilę. Inaczej cieszę się z każdej rzeczy. Ale też nie czekam na „pierwsze raz” Damianka.

Dlaczego?

Dlatego, że ja naprawdę nie wiem kiedy zleciało 5 lat z Laurą. Mimo, iż czas płynął powoli i leniwie, to upłynął nieubłagalnie. Te chwile już nie wrócą. Laura robi się coraz poważniejsza. To piękne, ale przypomina  o przemijaniu. Dlatego teraz czekałam na pierwszy uśmiech, ale nie niecierpliwiłam się kiedy to będzie. Cieszyłam się, że Damianek rośnie, ale wyjście z okresu noworodka wzruszyło mnie i doprowadziło do łez. Bo tym razem czas leci mi szybciej. I mimo, że wszystko jest dla mnie łatwiejsze, bardziej świadome, to każda z tych chwil, które mamy dla siebie jest zdecydowanie za krótka.

Za szybko muszę wymieniać ubranka na większe. Za szybko ten słodki ciężar zaczął mi ciążyć w trakcie noszenia. Za szybko robi sie coraz silniejszy. Za szybko zrezygnował ze spania na mnie „na kangurka”. Przy drugim dziecku mam wrażenie, że wszystko idzie za szybko! I tak naprawdę cieszę się, że między Damianem i Laurą jest taka różnica wieku. Ona jest w dzień w przedszkolu, a my mamy czas tylko dla siebie.  Również dlatego, że u Laury te wszystkie skoki rozwojowe już minęły – oczywiście ciągle się rozwija, jednak już nie aż tak dynamicznie, więc niczego nie przegapię skupiając się na małym. Te trzy miesiące minęły tak szybko. I mimo, że gdy gdzieś pojawiam się z małym, inni rozczulają się, bo to takie maleństwo, to ja dokładnie widzę w nim te trzy miesiące, które już ma.

Uwielbiam patrzeć na nich, gdy są razem. Laura świetnie sprawdza się w roli starszej siostry. Tym bardziej mnie to cieszy, że do niczego nie muszę jej zachęcać. Zazwyczaj inicjatywa zabawy z Damiankiem czy zajęcia się nim wychodzi od niej. To naprawdę cieszy. Gdy ona była malutka, nie mogłam obserwować jak reaguje na swoje starsze rodzeństwo. Dlatego wiem też, że i wspomnienia będą inne. Bo macierzyństwo przy dwójce dzieci jest już zupełnie inne. Ani gorsze niż przy jednym dziecku ani lepsze. Sama długo miałam jedną pociechę i rozumiem tych, którzy nie decydują się na kolejne dziecko. Ale rozumiem też tych, który chcieli mieć więcej dzieci. Nie wiem jak jest przy trójce dzieci czy czwórce. Na pewno z każdym kolejnym dzieckiem dostrzega się w macierzyństwie coś innego, coś nowego. A czas tak czy siak leci zdecydowanie za szybko…

  • |