Chwile, dla których warto być RODZICEM!

Gdyby 3 lata temu ktoś powiedział mi, że będę przeżywała teraz najpiękniejsze chwile swojego życia, nie uwierzyłabym. A jednak. Każdego dnia dostaję coraz piękniejszy moment, który chowam gdzieś głęboko. Za każdym razem myślę, że już bardziej moja córka nie może mnie zaskoczyć, a chwilę później dzieje się coś, co sprawia, że wpadam w osłupienie.

Te wszystkie momenty, te pełne radości i wzruszeń chwile wynagradzają wszystko to, co w macierzyństwie nie jest kolorowe. Jest zdecydowana przewaga tych dobrych momentów, dlatego dzisiaj już wiem, że gdybym miała wybór i mogła raz jeszcze przeżyć ostatnie  trzy lata, nic bym nie zmieniła. No, może jednak coś…. więcej byśmy się z Laurą tuliły do siebie 🙂

Uwielbiam moment, w którym Laura budzi się ze snu. Zawsze go lubiłam, jest wtedy taka ciepła, taka zaspana. Powoli otwiera oczka, przeciąga się i sprawdza,, kto do niej przyszedł. Jej pierwsze słowo, gdy rano wstaje, to „płatki”. Ewentualnie woła tatusia, żeby jej te płatki zrobił. To taki nasz poranny rytuał, w związku z tym, że śniadanie w żłobku jest dopiero koło 8:30, a Laura wstaje przed 7, zawsze dostaje małą porcję płatków kukurydzianych. Uwielbiam tego małego słodziaka, który niekiedy zjada płatki i próbuje iść dalej spać. Laura jest śpiochem, po rodzicach, więc te poranki są przepełnione słodyczą przeciągającej i kulającej się po łóżku Laury.

Uwielbiam wszystkie „pierwsze razy”, na które się czeka, które stanowią swojego rodzaju kroki milowe w rozwoju dziecka. Pierwszy uśmiech, pierwszy krok, pierwsze słowo, pierwsze „mama”, pierwszy raz w żłobku, pierwszy dzień bez pampersa… Każda z tych rzeczy to niezwykłe wspomnienia, to radość i duma, i świadomość, że miało się w tym swój wkład. Kocham przeżywać z Laurą jej „pierwsze razy”, to niesamowite, że tak na pozór małe rzeczy, mogą sprawiać tyle radość nam, dorosłym ludziom.

Uwielbiam też chwile wzruszenia. Jej „mamusiu”, które powiedziała do mnie, gdy leżałam chora, będę pamiętała do końca życia. Ostatnio, gdy podbijałam Grecję, Pan T. powiedział mi przez telefon, że Laura kazała mu narysować mnie na kartce, a później się do tej kartki tuliła. Łzy stanęły mi w oczach, włączyła się tęsknota poziom hard.

Oboje z Panem T. kochamy też tą część Laury, która jest odpowiedzialna za brojenie 🙂 Laura lubi uciekać, gdy próbujemy ją ubrać, lubi chować się, gdy akurat mamy wychodzić z domu, lubi wstać w nocy i kazać robić sobie płatki z mięskiem, jak uczyniła kilka dni temu (nie pytajcie co to za danie, pojęcia nie mam), lubi łaskotać nas, albo podgryzać w zabawie, lubi wszystkie psoty, które do tej pory poznała. Jest bardzo świadoma tego co robi, i czasami wykazuje się dużą przebiegłością. Wymyśla nowe zabawy, jak ta, w której kłóci się, że wszystkie rzeczy są jej. Nie brzmi to może zabawnie, z początku bałam się, że mała egoistka mi rośnie, która uważa, że wszystko do niej należy. Odkryłam jednak, że to rodzaj zabawy, w którym Laura przekomarza się z nami. Ostatnio przywłaszczyła sobie buty Taty, i dumnie paradowała w nich po pokoju, mówiąc, że są jej. Jest granica między zabawą, a byciem „niegrzecznym”, i czasami musimy bardzo uważnie obserwować Laurę, czy w danym momencie się z nami bawi, czy robi coś po złości. Nie mniej jednak bardzo lubimy ten jej charakterek i tą zadziorność.

Chyba mogłabym dopisać jeszcze wiele innych rzeczy, ale może Wy uzupełnicie moją listę i napiszecie, jakie chwile bycia rodzicem są dla Was najcenniejsze?

  • |