1 vs 2 ciąża – która bardziej daje mi w kość?

Każda ciąża jest inna. Każda z nas przeżywa inne emocje, ma inny organizm i przyzwyczajenia. Zresztą, nawet w przypadku jednej osoby każda ciąża może przebiegać inaczej. Poza tym posiadając jednego malca w domu, mamy już potężny bodziec zmieniający przebieg  każdej kolejnej ciąży 🙂 Jak jest ze mną?

Pierwsza ciąża była totalnym zaskoczeniem – no, może nie tak zupełnie totalnym, ale była niespodzianką. Nie wiedziałam i nie myślałam o tym do 7 tygodnia, gdy zobaczyłam małą Laurunię na ekranie monitora. Brak dolegliwości typowych dla ciąży. Brak zmiennych nastrojów. Brak czegokolwiek. Trochę więcej snu i pierwsze drzemki w ciągu dnia. I tyle! Tak było dość długo, brzuszek raczej nie był widoczny, pamiętam jak byłam w 5 miesiącu a mój ówczesny Szef zdziwił się, że ja w ciąży jestem 🙂 i pytał czemu po brzuchu sie głaszczę!

Jedyną przykrą niespodzianką były wyniki hormonów tarczycy – niedoczynność, która zapewne była obecna już przed ciążą, dała o sobie znać w jej trakcie. Na szczęście dość szybko była zdiagnozowana i dość szybko udało się wyregulować hormony.  Jeździłam na uczelnię, prowadziłam zajęcia ze studentami, przeżyłam przeprowadzkę i remont na początku ciąży, sama zresztą sporo przy niej pomagając. Zorganizowaliśmy pierwszą wigilię u nas, co było nie lada wyzwaniem, bo rodzina całkiem spora a my jeszcze trzy dni przed Wigilią nie mieliśmy mebli w kuchni.

Nic mnie nie bolało, nie puchło, wszystko przebiegało wręcz książkowo. Pod koniec było już nieco inaczej – złe ułożenie płodu, wygląd łożyska i jego umiejscowienie sprawiły, że lekarz kazał więcej leżeć. Nie narzekałam, nadrabiałam seriale. W końcu jeszcze nadciśnienie i szybsze rozwiązanie – na szczęście to już sama końcówka. Generalnie, gdybym teraz miała podsumować tamtą ciąże, to było całkiem miło – brzuch nie ciążył jakoś bardzo, czułam się dobrze, wzmocniły mi się włosy i wszyscy mówili, że ciąża mi służy i że będzie pewnie chłopak, bo na dziewczynkę za ładnie wyglądam.

Gdy teraz dowiedziałam się o ciąży, był to sam początek. I dlatego, że staraliśmy się tym razem, i dlatego, że zrobiłam się bardziej „płaczliwa” i „humorzasta”. Czułam, że coś jest na rzeczy. Mdłości tym razem również nie wystąpiły. niestety, dość szybko zaczęły doskwierać silne bóle. W badaniach wszystko było dobrze, szyjka w porządku, dzieciątko rozwijało się prawidłowo, ale ja niekiedy myślałam, że siadam na palu, tak mocno bolał mnie dół macicy. Z pierwszej ciąży pamiętam bóle rozciągającej się macicy, jednak teraz to był horror. Wstanie do toalety w nocy wiązało się z podniesieniem na łóżku, koniecznością przejścia do pozycji siedzącej, co wiązało się z ogromnym bólem. Ból najgorszy był właśnie w nocy lub w dzień, gdy w trakcie na dłuższą chwilę się położyłam.

Do tego wieczna senność – ponad rok temu dowiedziałam się, że mam insulinooporność, nie wiem czy przez to, czy przez cos innego, na początku tej ciąży miałam bardzo niski poziom glukozy. Przypuszczam, że przez to chodziłam ciągle taka senna. Odprowadzałam Laurę do przedszkola, wracałam do domu i szłam spać. I potrafiłam spać do 13 czy 14, by wieczorem znowu być bardzo senna. Było to uciążliwe i męczące, drażniło mnie, że nie jestem w stanie zrobić niczego bo ciągle chce mi się spać. Gdy mieliśmy aktywniejszy weekend, ja potem do środy odsypiałam braki drzemek weekendowych. Na szczęście od jakiegoś czasu jest już lepiej i jestem w stanie egzystować w dzień w miarę normalnie. Nasz wakacyjny wyjazd również dał się we znaki – ale i tak nie żałuję, że to zrobiliśmy. Siedzenie i nic nie robienie też by nie pomogło, a tak mamy wspomnienia i humor na wyjeździe też mi dopisywał.

Pamiętam, że koniec drugiego trymestru i trzeci w ciąży z Laurą miałam już nieco spokojniejszy – remont się zakończył, mogłam częściej leżeć  i odpoczywać. Obecnie Laura chodzi do przedszkola, ale trzeba ją „ogarnąć”, zrobić jakiś obiad (chociaż ograniczam do minimum, gdy Pan T. jest w delegacji gotuje szybkie rzeczy, dobrze, że w przedszkolu są obiady!). Bałagan też robi się jakoś częściej. Do przedszkola trzeba iść i potem odebrać Laurę. A ona jest bardzo aktywna 😉 Do tego balet, zakupy, na które raczej jeżdżę w większości sama. W pierwszej ciąży nie miałam prawa jazdy, wic zakupy robiliśmy razem. Teraz jeżdżę autem na zakupy, ale do pchania koszyka nikogo nie mam 😉 Gdy nie ma Pana T. musze Laurę przygotować do snu, pobawić się z nią. Niby nic, ale z tymi bólami nie zawsze jest to łatwe zadanie. Pamiętam jak jednego dnia cieszyłam się, że Pan T. akurat był w domu, bo ból był tak silny, że nie mogłam wstać, więc on zabrał Laurę do przedszkola.

Oczywiście lekarz wiedział, badał, i twierdził że muszę nieco zwolnić. Podobno mam za dzikie ruchy 🙂 Wtedy właśnie powiedział, że lepiej na rowerze pojeździć, niż biegać na małą. Tylko nie zawsze da się nie biegać za małą.

Również pod względem chorobowym teraz jest gorzej – z Laurą wzrosła mi odporność. Teraz ciąże zaczęłam anginą ropną i silnym antybiotykiem (niestety był to sam początek i nie wiedziałam, że jestem w ciąży). Do tego stres, bo Laura miała ospę również na początku mojej ciąży. Potem zapalenie pęcherza i kolejny antybiotyk. Potem stres, bo złapałam kleszcza. A teraz jeszcze cukrzyca ciążowa. I ciśnienie dość wysokie na początku ciąży, na szczęście szybko opanowane dzięki Panu doktorowi.

Krótko mówiąc, w tej ciąży jestem bardziej zmęczona. Po prostu, nieco więcej dolegliwości, na szczęście takich „moich”, z maleństwem wszystko jest w porządku, a to najważniejsze! Jednak nie ukrywam, cieszę się, że zbliżam się już ku końcowi 😉 I to, że tak narzekam, nie znaczy, że nie ciesze się z tej ciąży 🙂 Po prostu, starzeję się, więc i inaczej odczuwam, ale za nic bym tego czasu nie oddała!

Jak wyglądało to u Was? Którą ciążę zniosłyście lepiej?

fot. OczamiAny

  • |